Up
 
 

Połowiczne uwolnienie cen prądu

Z Maciejem Bando, prezesem URE rozmawia Aneta Wieczerzak-Krusińska, Rzeczpospolita, 26.08.2014 r.

„Rz”:Branża energetyczna żartuje, że nie uwalnia pan cen prądu dla gospodarstw domowych ze względu na rok wyborczy.

Maciej Bando: Ta decyzja nie ma nic wspólnego z wyborami, a jedynie z chęcią ochrony konsumentów przed zbytnimi skokami cen w momencie pełnej liberalizacji. Proszę pamiętać, że regulator jest niezależny od wpływów rządzących i przemysłu, choć oczywiście działa w ramach wytyczonej polityki gospodarczej. O tym, że uwolnienie cen dla gospodarstw domowych nie nastąpi ani, w 2014, ani w 2015 r., informowaliśmy rynek od ponad roku. Głosy z sektora podpowiedziały mi natomiast, co możemy zrobić w kwestii uwolnienia cen w najbliższej przyszłości.  Myślę o wystąpieniu do ministra gospodarki z prośbą o korektę w tzw.  rozporządzeniu taryfowym. Chciałbym, aby w miejsce stałej ceny energii w obrocie można było wprowadzić cenę maksymalną. Takie rozwiązanie istnieje już w rozporządzeniu gazowym.

Co to ma oznaczać w praktyce dla odbiorców energii?

Będzie to równoważne z otwarciem możliwości ruchu cen w dół. Każdy sprzedawca energii będzie mógł na bieżąco reagować na to, co dzieje się na rynku. Dzisiaj sprzedawcy z urzędu (pięć spółek w Polsce, należących do wielkich grup energetycznych; mają obowiązek dostarczać na swoim terenie prąd każdemu, kto tego zażąda - red.) stoją na przegranej pozycji, bo w odróżnieniu od niezależnych sprzedawców mają stałą cenę w okresie obowiązywania taryfy.  Stworzymy więc im szansę, by mogli powalczyć o klienta. Uwolnimy połowicznie ceny i zobaczymy, jak zareaguje rynek.

Chce pan wytrącić branży argument, że ze względu na taryfy nie mogą stworzyć dla gospodarstw domowych korzystniejszych ofert?

Dokładnie tak. Pomysł polega na tym, by zamiast stałej ceny pokazywać jej maksymalny pułap, powyżej którego sprzedawcy z urzędu nie powinni dokonywać sprzedaży energii. Ten pułap będzie ustalany tak samo jak dotąd taryfy.

Kiedy te zmiany zostaną wprowadzone w życie?

W ostatnich dniach sierpnia skierujemy do Ministerstwa Gospodarki propozycję modyfikacji tzw. rozporządzenia taryfowego. Ze względu na roczny okres taryfowania (taryfy ustalane są na cały rok kalendarzowy z gór - red.) i przejrzystość na rynku dobrze byłoby, by ta zmiana weszła w życie od 1 stycznia 2015 r.

Zapowiadał pan, że całkowite zniesienie taryfy dla gospodarstw nie nastąpi do końca 2015 r. Jakie warunki muszą być spełnione, by doszło do pełnej liberalizacji rynku energii?

Katalog tych warunków wymieniony jest w ustawie - Prawo energetyczne. Poza nimi jest też kilka innych tak samo ważnych kwestii. Konieczne jest m.in. ,by trend cenowy był przewidywalny. Po zniesieniu taryfy nie może dojść do gwałtownego wzrostu ceny energii.  Historia uczy nas, że uwolnienie cen z obowiązku taryfowego doprowadza początkowo do znacznego ich rozhuśtania. Obserwowaliśmy to po liberalizacji cen dla odbiorców przemysłowych, kiedy poszły w górę nawet o 30 proc. Potem faktycznie spadły i dziś w większości przypadków widzimy walkę o klienta biznesowego i jego twarde negocjacje ze sprzedawcą.

Dzieje się tak, bo ten odbiorca jest już świadom swoich praw.

Stabilny trend cenowy jest ważniejszy od wolnego rynku?

Wolny rynek jest wartością, którą cieszymy się od 25 lat. Jednak daleko posunięty liberalizm nie powinien być celem samym w sobie, bo może doprowadzić do istotnych zaburzeń. W energetyce ten model gospodarki nie zadziałał w taki sposób, jaki minimalizowałby ryzyko bezpieczeństwa produkcji i dostaw energii. Rolą regulatora jest równoważenie interesów różnych podmiotów na rynku. To przemysł, a nie odbiorcy indywidualni, decyduje o poziomie zużycia. Ale trzeba też pamiętać, że choć gospodarstwa domowe zużywają 25 proc. energii, to jest ich aż 16,5 mln. Należy więc wszelkie decyzje dotyczące tej grupy podejmować w sposób ostrożny i wyważony. Dlatego jestem daleki od przyzwolenia na „rządy niewidzialnej ręki rynku” i wiary, że nastąpi szybka stabilizacja cen na poziomie akceptowalnym przez wszystkich. Poza tym w wielu krajach wciąż istnieje regulowana cena energii dla gospodarstw domowych.

W kontraktach terminowych na energię zawieranych na jej giełdzie widać już wzrost cen na kolejne lata. Dołek cenowy za nami?

Mam nadzieję, że osiągnęliśmy już dno cen energii. Spadek został zahamowany i widać już powolne odbicie. Z punktu widzenia wytwórców energii to bardzo dobrze. Dzisiejszy poziom cen nie zapewnia bowiem opłacalności jej produkcji w dłuższej perspektywie i jest trudny do zaakceptowania. Mam jednak nadzieję, że wzrost będzie miał swoją granicę - tak, aby producenci osiągali zyski i wróciło zainteresowanie banków finansowaniem energetyki, przy jednoczesnym pamiętaniu o wszystkich odbiorcach.

Czy taryfy będą ustalane na podstawie bieżących danych o cenach w hurcie, a nie z całego poprzedniego roku? Taryfa lepiej by wtedy odzwierciedlała sytuację na rynku.

Rozumiem, że mówimy o cenie energii, a nie koszcie dystrybucji. W tej sytuacji faktycznie ceny mogłyby być częściej aktualizowane. Zacząłbym od okresów półrocznych, żeby nie było poślizgu 12 miesięcy wstecz (teraz uwzględniane są dane z całego poprzedniego roku - red.). Bo kiedy ceny rynkowe energii szybko spadały, to mieliśmy do czynienia z ogromnymi dysproporcjami.

A A+ A++
Drukuj PDF Powiadom
26.08.2014