Up
 
 

O derogacjach CO2 i planach inwestycyjnych energetyki

Z Markiem Woszczykiem, prezesem Urzędu Regulacji Energetyki rozmawiał Ireneusz Chojnacki; portal wnp.pl (Wirtualny Nowy Przemysł), 08.02.2011 r.

W tym roku będą zapadały postanowienia, które zadecydują o tym, jakie derogacje Polska faktycznie uzyska w sprawie przydziału darmowych uprawnień do emisji CO2 dla elektrowni na lata 2013-2020. Jak regulator postrzega tę problematykę?

- Prezes URE nie ma wpływu na kształt regulacji związanych z tymi derogacjami. Natomiast jest oczywiste, że to, jaki ostatecznie przybiorą one kształt, będzie elementem otoczenia prawnego i ekonomicznego, w jakim regulator będzie musiał podejmować swoje decyzje. Przy tym istotniejsze od pytania o kształt derogacji, choć oczywiście jest to temat niezwykle ważny, jest moim zdaniem pytanie o to, co nastąpi po okresie derogacji. Trzeba pamiętać, że derogacja jest "tylko" sposobem na przygotowanie się do funkcjonowania w warunkach pełnego aukcjoningu. Wszystko wskazuje na to, że od 2020 roku wytwórcy, by produkować energię elektryczną, będą musieli kupić 100 proc. uprawnień do emisji CO2, w razie przeciwnym grożą im kary. Dla mnie w tej sytuacji podstawowym pytaniem jest kwestia bezpieczeństwa energetycznego - przede wszystkim w jego aspekcie ekonomicznym, skoro już dziś mamy w Polsce jedne z najwyższych cen energii elektrycznej. Według danych Eurostatu za drugie półrocze 2009 r., zważywszy na siłę nabywczą Polaków, ceny energii elektrycznej w Polsce były niemal najwyższe w całej Unii Europejskiej, bo drożej mieli tylko Węgrzy. Od tamtego czasu ceny te nie spadły.

Derogacje w sprawie CO2 nie są zatem w praktyce wcale tak istotne, jak się to zwykle mówi?

- Derogacje są oczywiście bardzo istotnym zagadnieniem, nie powinny jednak odwracać naszej uwagi od tego, co może się dziać po okresie derogacji. W związku ze zmianą zasad uzyskiwania przez wytwórców uprawnień do emisji CO2 już dziś należy zadawać pytanie, czy zrobione zostało wszystko - także po stronie państwa - aby doprowadzić w maksymalnym stopniu do obniżenia emisyjności instalacji wytwórczych. Im więcej uprawnień do emisji CO2 przyjdzie wytwórcom kupować, tym energia będzie droższa. Pamiętajmy zaś, że regulator rynku nie może wymuszać prowadzenia działalności regulowanej ze stratą, nie tylko zresztą dlatego, że nie dysponuje odpowiednimi w tym celu środkami prawnymi, ale przede wszystkim dlatego, że byłoby to szkodliwe dla samego rynku, w tym dla bezpieczeństwa zaopatrzenia w energię. Mówiąc o derogacjach, nie można też zapominać o wszystkich innych działaniach, jakie należy podjąć, by zoptymalizować wpływ kosztów CO2 na krajową gospodarkę. Z perspektywy regulatora to przede wszystkim tworzenie autentycznych warunków do rozwoju konkurencji na rynku energii, ale też racjonalne wspieranie generacji niskoemisyjnej, ukształtowanie systemu poprawy efektywności wykorzystania energii w sposób gwarantujący efektywne działanie tego systemu, otwarcie się na rozwiązania innowacyjne, jak sieci (systemy) inteligentnego zaopatrzenia w energię. Ostatecznie bowiem nie chodzi przecież o to, czy i jakie zyskamy derogacje, ale jak po okresie derogacji będzie wyglądała konkurencyjność krajowej gospodarki i czy będzie nas stać na płacenie rachunków za energię.

Jak wiadomo, URE w ubiegłym roku przeprowadził badania ankietowe dotyczące bilansu mocy w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym (KSE). Wyniki tego monitoringu powinny dawać chociaż częściową odpowiedź na pytania o przyszłość odbiorców na polskim rynku energii elektrycznej. Jaka jest ta odpowiedź?

- Dwa lata temu prezes URE podjął się ocenić kwestie bilansu mocy w KSE w perspektywie do roku 2030, czyli, mówiąc krótko, przeprowadziliśmy badanie ankietowe wśród wytwórców energii elektrycznej i przedsiębiorstw sieciowych, żeby stwierdzić, czy jeśli coś zagraża naszemu bezpieczeństwu zaopatrzenia w energię, to co i jakiej perspektywie. Okazało się wtedy, że mniej więcej w latach 2015-2016, czyli akurat w połowie okresu derogacji, możemy mieć problemy z pokryciem szczytowego zapotrzebowania na moc w systemie. Nie chcę oczywiście straszyć, a jedynie przypominam, że takie właśnie były wyniki ankiety, zresztą publicznie wówczas przez URE prezentowane.

Po 2 latach postanowiliśmy ponownie przeprowadzić podobną ankietę. W tej chwili przetwarzamy wyniki otrzymanych odpowiedzi. Samo badanie podzieliśmy na dwa okresy. Na okres do 2030 roku jako okres docelowy i na okres do 2022 roku, uznając go za okres przełomowy. Wprawdzie 2022 rok wypada 2 lata po ustaniu derogacji dotyczących uprawnień do emisji CO2, ale najpóźniej na 2022 rok deklarowane jest uruchomienie pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce - stąd uznaliśmy ten rok za przełomowy. Wstępne wyniki ankiety pokazują, że w perspektywie do 2022 roku moc zainstalowana w KSE podwoi się w stosunku do mocy dziś zainstalowanej w KSE. Takie są deklaracje ankietowanych przedsiębiorstw.

Badaliśmy także wielkość nakładów inwestycyjnych, jakie miałby tym przedsięwzięciom towarzyszyć. W 2009 roku według ARE nakłady inwestycyjne w generację energii elektrycznej wyniosły w sumie około 3,7 mld zł, a na sam rozwój około 2,5 mld zł. Natomiast z tych informacji, które mamy, wynika, że w perspektywie do roku 2022 firmy chcąc uzyskać założone efekty, musiałyby co roku na rozwój generacji wydawać kilka razy więcej niż w 2009 roku, bo ponad 10 mld zł rocznie. Choć wielkości te są wstępne i wymagają wciąż weryfikacji, to są one porównywalne na przykład z wielkością rocznego deficytu budżetowego Polski. Pokazują też, jak istotne są derogacje dotyczące uprawnień do emisji CO2, gdyż ich uzyskanie mogłoby np. pozwolić inwestować adekwatne do ulg środki finansowe w modernizowanie sektora energetycznego w kierunku generacji niskoemisyjnej.

A A+ A++
Drukuj PDF Powiadom
10.02.2011
Tagi: