Up
 
 

Będzie wolny rynek

rozmowa z Mariuszem Sworą, Prezesem URE
Gospodarka Śląska, nr 6, czerwiec 2008.

Od maja, po raz drugi w tym roku, wzrosły ceny energii dla gospodarstw domowych. Sprzedawcy energii tłumaczą się wzrostem cen na rynku hurtowym, kosztami zakupu zielonej energii, koniecznością inwestycji, ale też limitami CO2, które przecież nie są jeszcze znane, ale już wpływają na wzrost cen. Czy URE przekonały te argumenty?

MARIUSZ SWORA, PREZES URZĘDU REGULACJI ENERGETYKI: Przeprowadziliśmy monitoring rynku hurtowego energii elektrycznej. Wynika z niego, że ceny są wyższe niż to prognozowaliśmy przed końcem ubiegłego roku. Podwyżki cen dla odbiorców indywidualnych są więc wynikiem obiektywnie istniejącej sytuacji. Jednak ograniczyliśmy zwyżkę cen, bowiem nie zgodziliśmy się na wszystkie żądania przedsiębiorstw energetycznych, w tym na zbyt wysokie koszty własne, które wpisały przedsiębiorstwa do nowych taryf przesłanych do zatwierdzenia przez URE. Zatem, gdyby Urząd nie miał wpływu na wysokość taryf, majowa podwyżka byłaby prawdopodobnie znacznie wyższa.

Czy wobec tak wzmożonego nacisku na wzrost cen energii, Urząd podtrzymuje zamiar rezygnacji z zatwierdzania taryf dla gospodarstw domowych z początkiem 2009 roku?

- Jesteśmy zdecydowani na pełne uwolnienie rynku od 1 stycznia 2009 roku i nie sądzę, by tu w tych planach coś mogło się zmienić. Jestem zdania, że administracyjna regulacja cen na rynku energii elektrycznej nie jest dobrym rozwiązaniem i ostatecznie odbiorcy indywidualni skorzystają z liberalizacji.

Nadal natomiast URE będzie regulatorem cen w odniesieniu do operatora systemu przesyłowego, którym jest PSE-Operator SA oraz dystrybutorów. Administrowanie cenami usługi przesyłu energii jest konieczne, bowiem w tym segmencie rynku występuje tzw. monopol naturalny i nie ma możliwości wolnej gry rynkowej między różnymi, konkurującymi między sobą podmiotami.

 

Czy URE będzie miał jeszcze jakiś wpływ na rynek, po uwolnieniu cen energii dla gospodarstw domowych?

- Odejście od regulacji będzie oznaczało, że główną rolą URE stanie się nadzór nad przestrzeganiem przez przedsiębiorstwa reguł wolnego rynku. Taką rolę pełni dziś prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, z kolei URE w tej chwili obserwuje rynek, a wyniki badań przekazuje do UOKiK. Z naszych dotychczasowych doświadczeń wynika, że sytuacja na rynku hurtowym jest wyjątkowo skomplikowana i może tam dochodzić do zachowań niezgodnych z regułami konkurencji. Szukamy w URE sposobu na zwiększenie płynności rynku hurtowego.

Czy według ocen URE, podwyżki cen będą skłaniać odbiorców indywidualnych do skorzystania z możliwości zmiany sprzedawcy prądu?

 

- Ciągle świadomość odbiorców indywidualnych co do swoich praw, w tym możliwości zmiany sprzedawcy jest, według nas, niewielka. A tymczasem sposobem na obronę przed wysokimi cenami jest właśnie zmiana sprzedawcy oraz energooszczędność.

Staramy się docierać z informacją na temat procedury zmiany sprzedawcy do jak najszerszego kręgu odbiorców, co jest trudne ze względu na skromny budżet URE. Mamy pomysł na kampanię społeczną i chodzimy po ministerstwach z prośbą o jej sfinansowanie. W chwili obecnej zainteresowany zmianą sprzedawcy odbiorca może zajrzeć na stronę www.ure.gov.pl lub zadzwonić na naszą infolinię, gdzie uzyska niezbędne informacje.

Procedura zmiany sprzedawcy jest w tej chwili dość uciążliwa, ale możliwa do przejścia. Jeszcze na początku roku przygotowaliśmy projekty zmian przepisów prawa, które uczynią zmianę sprzedawcy instytucją przyjazną dla odbiorcy. Martwi to, że same przedsiębiorstwa są raczej zainteresowane okopywaniem się na własnych pozycjach, niż aktywną polityką pozyskiwania klientów. Według mojej skromnej wiedzy na temat reguł gry rynkowej, to przedsiębiorstwa powinny zabiegać o klientów. Wolny rynek oznacza odejście od zasady solidarności sektorowej i ostre „wzięcie się za łby" w walce o odbiorcę końcowego.

Czy zdaniem URE, klienci mają dostateczny dostęp do informacji o taryfach? Może należałoby uruchomić jakiś ogólnodostępny system porównywania cen prądu?

- Bezwzględnie należałoby pomyśleć o kalkulatorze taryfowym. Porównujemy ceny lodówek i telewizorów, czemu nie porównywać cen energii? Tego typu kalkulatory z pewnością powstaną. To może być kalkulator umieszczony na portalu prowadzonym przez jakąś instytucję biznesową, myślimy jednocześnie o ruszeniu z takim projektem w URE. Kłopotem jednak jest skromny budżet URE, który nie pozwala w tej chwili na stworzenie takiego instrumentu i jego obsługę.

Pytał: Robert Grzesiński

A A+ A++
Drukuj PDF Powiadom
29.07.2008
Tagi: