Up
 
 

Rewolucji nie będzie

Z dr. Leszkiem Juchniewiczem, prezesem Urzędu Regulacji Energetyki rozmawiał Jacek Świdziński, "Polish Market" sierpień 2005 r.

Od blisko 8 lat kieruje Pan URE. Co w tym czasie zmieniło się w polskiej elektroenergetyce?

Elektroenergetyce czy energetyce – generalnie? Jestem przeciwny zawężaniu tego pojęcia tylko do samej energii elektrycznej. I to z kilku powodów. Jednym z głównych jest to, że ciepłownictwo i gazownictwo, mocno z elektroenergetyka powiązane, podobne z uwagi na charakter sieciowy, podążają za nią krok za krokiem. To, co dzisiaj dzieje się w elektroenergetyce, jutro dotyka innych sektorów paliwowo-energetycznych. Elektroenergetyka jest zazwyczaj prekursorem zmian, ale nie zawężajmy sprawy tylko do niej. Jeśli zaś dodać do tego sektor paliwowy, to widać, że ten prekursor z rynkowego punktu widzenia czasem pozostaje w tyle. Od dawna olej opałowy czy napędowy, czy benzynę kupujemy po cenach rynkowych. Choć – nie węgiel. Węgiel przez długi czas był w Polsce sprzedawany na zasadach nierynkowych. Wiele się zmienia, ale nie wszystko jednocześnie.

A jakie są w tym okresie dokonania Pana jako jednoosobowego organu – Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki?

Bardzo trudne pytanie. 8 lat temu panowały zupełnie odmienne warunki: inna była gospodarka światowa i europejska, my dopiero zaczynaliśmy myśleć o Unii Europejskiej, w której dzisiaj się znajdujemy... Nie ma prostych syntetycznych miar, by pokazać ewidentne dokonania, ale przecież wszyscy widzimy, że sporo się pozmieniało i w polskiej gospodarce, i w polskiej energetyce.

Te 8 lat, przez które pełnię rolę regulatora w polskiej energetyce wiąże się z kilkoma istotnymi wydarzeniami. Bardzo ważnym momentem dla energetyki było odejście w 1999 r. (w odniesieniu do gazu – rok później) od cen urzędowych na rzecz cen regulowanych, dostosowanych do rzeczywistych kosztów ponoszonych przez dane przedsiębiorstwo. Ale, żeby mogło zaistnieć to indywidualne podejście do cen, najpierw musiały być wydane koncesje – i tak naprawdę regulacja w polskiej energetyce zaczyna się właśnie od chwili kiedy zacząłem wydawanie owych pozwoleń na działalność energetyczną, polegająca na wytwarzaniu, przesyłaniu, dystrybucji i handlu energią. Otrzymanie koncesji wiązało się ze spełnieniem pewnych wymogów ustawowych. Dopiero potem wchodziły w życie następne instrumenty regulacyjne, jak choćby wspomniane taryfowanie.

Od tej pory przedsiębiorstwa energetyczne przedstawiały swoje taryfy do zatwierdzenia, przedsiębiorstwa przesyłowe przysyłały swoje plany rozwoju do uzgodnienia. I tak rozwijał się w polskiej energetyce proces regulacji, przy czym wspomnijmy tylko o mniej chwalebnej stronie, jaką jest zawsze nakładanie kar. Wraz z tym, również dla odbiorców zaczęła się nowa era, bowiem uzyskali oni prawo do wszczęcia sporu, np. gdy przedsiębiorstwo energetycznego odmawiało odbiorcy przyłączenia do sieci albo nie chciało stosować zasady TPA (dostępu strony trzeciej). Odbiorca mógł się poskarżyć najpierw przed Prezesem URE, a potem przed Sądem Antymonopolowym. Nowością stała się też możliwość zaskarżania decyzji Prezesa URE przed sądem.

Ile koncesji wydał Prezes URE?

O, przez te lata to będzie kilkanaście tysięcy. Jeśli idzie zaś o zaskarżenie moich decyzji to liczba przypadków waha się około 1 procenta, więc – jak widać – niewiele błędów popełnił prezes URE jako organ. Co ciekawe, gdy przyjrzeć się sprawozdawczości URE, to widać, jak w miarę upływu czasu sprawy zaczynają mieć coraz bardziej złożony charakter. Regulacja w sferze energetyki zbiegała się z istotnymi dla Polski sprawami, jak choćby proces integracji z Unią Europejską, a co za tym idzie - dostosowaniem polskiego prawa do tzw. dyrektywy elektrycznej 96/92 zmienionej na 2003/54 oraz tzw. dyrektywy gazowej 98/30 zmienionej na 2003/55. Nie bez znaczenia był także proces przekształceń własnościowych w polskiej energetyce - przebiegający zresztą z różnym natężeniem w kolejnych latach naszej ustrojowej transformacji. Na polskim rynku energetycznym pojawiają się ciągle nowi gracze. Wypełniamy zatem coraz więcej warunków rynku konkurencyjnego.

A polityka energetyczna państwa...

Dla Prezesa URE ten dokument stanowi podstawowy drogowskaz działania. Muszę brać pod uwagę kierunki rozwoju zapisane w programach tworzonych przez rząd, co na przykład silnie występowało w procesie udzielania koncesji energetycznych. A zatem, z jednej strony uczestniczyłem w procesie zmian charakteru i oblicza polskiej energetyki, a z drugiej strony brałem udział w rutynowym – jak każdy organ państwa – procesie zmian prawa, rozporządzeń, decyzji i analiz.

Gdzie w takim razie jest miejsce dla rynku w sektorze energetycznym?

Generalnie skłaniam się ku koncepcji rynku jako najlepszego mechanizmu regulacji i alokacji zasobów. A to co ja robię obecnie – to jest substytucja rynku tam, gdzie – z różnych względów zadziałać on nie może. Proszę się przyjrzeć obecnej sytuacji w polskiej elektroenergetyce: zostały wydzielone obszary, w których rynek działa w sposób nie skrępowany. Określone zostały także inne obszary, gdzie, z uwagi na różne uwarunkowania – rynek nie jest możliwy. I w to miejsce wkracza regulacja administracyjna. Ten obszar to obszar monopolu naturalnego – wszystko to, co w energetyce wiąże się z sieciami. Wytwarzanie i obrót stały się polem konkurencji w Polsce. Przesył i dystrybucja stanowią naturalne monopole sieciowe i jako takie muszą podlegać regulacji administracyjnej.

Dlaczego tworzenie rynku energetycznego tak długo trwa?

Nie zgadzam się z określeniem „długo” – trwa tyle, ile musi trwać. Wszyscy postępują jednakowo: określa się obszary, gdzie ma zapanować konkurencja i wyznacza daty progowe. Po przekroczeniu progu rozpoczyna się gra rynkowa. Dla przykładu kiedyś istniał „single buyer” – wszystkim energię (czy gaz) sprzedawał ten sam podmiot, który zajmował się przesyłem. Ale mówiło się na mocy prawy: od tej daty to przestaje obowiązywać, a zakupów możecie dokonywać bezpośrednio u wytwórcy po spełnieniu określonych warunków.

Przed nami jedna taka „milowa” data: 1 lipca 2007 r., kiedy to zasada TPA obejmie wszystkich odbiorców energii elektrycznej w kraju. Nastąpi rewolucja?

Zależy, co rozumieć pod pojęciem „rewolucja”. Z punktu widzenia prawa, będzie to ogromny przełom. Wątpię natomiast, czy nastąpi on lawinowo, natychmiast po przekroczeniu wskazanej daty. Przed spółkami dystrybucyjnymi jest jeszcze masa roboty. Nie ma u nas jeszcze sytuacji podobnej do telefonii komórkowej, w której na podstawie bilingu można sprecyzować preferencje poszczególnych klientów. Spółki dystrybucyjne będą musiały niemało grosza wyłożyć na inwestycje w zaawansowane systemy informatyczne i opomiarowanie, by móc liczyć nie tyle na pozyskanie nowych odbiorców, ile na ich utrzymanie przy sobie. Krótko mówiąc – spodziewajmy się zmian, nie oczekujmy rewolucji.

Panie Prezesie, dziękujemy za rozmowę.

A A+ A++
Drukuj PDF Powiadom
14.09.2005
Tagi: