Up
 
 

"Słów kilka o proponowanej zmianie systemu stanowienia cen za energię"

Polemika dyrektora Departamentu Taryf URE, dr. Tomasza Kowalaka, z poglądami profesora Władysława Mielczarskiego, zaprezentowanymi w artykule "Nowy system stanowienia cen za energię", który ukazał się w magazynie "Wokół Energetyki" nr 1/2006.

W lutowym numerze „Wokół Energetyki” Pan Prof. W. Mielczarski przedstawił propozycję radykalnej zmiany systemu stanowienia cen energii elektrycznej i stawek opłat przesyłowych. Podkreślenia wymaga jednak, że propozycja, z jednej strony, dotyczy jedynie warstwy „proceduralnej”, w żaden sposób nie odnosząc się do aktualnie obowiązującego systemu taryfy grupowej, z drugiej zaś jednym tchem odnosi się do obydwu zakresów działalności aktualnie taryfowanych przedsiębiorstw energetycznych , tj, obrotu i działalności sieciowej.

Rewolucyjność pomysłu polega na zastąpieniu obecnie obowiązującego systemu zatwierdzania taryf ex ante systemem kontroli ex post taryf ustalanych samodzielnie przez przedsiębiorstwa energetyczne.

Koncepcję oparto na:
- analogii do kontrolnego charakteru relacji organów podatkowych względem podatnika, z pięcioletnim okresem rozliczeń wstecznych włącznie,
- przeświadczeniu o gotowości przedsiębiorstw energetycznych do „elastycznego obniżania taryf w odpowiedzi na zmianę warunków działalności”,
- skuteczności kar nakładanych przez Prezesa URE w przypadku stwierdzenia zawyżania cen,
- skuteczności rekompensowania strat odbiorcom pokrzywdzonym w wyniku stwierdzonego zawyżenia cen poprzez ustalanie na odpowiedni okres cen odpowiednio niższych.

Ponadto autor propozycji:
- przewidział konieczność wprowadzenia systemu ewidencji kosztów dla celów kontroli taryf wzorem stosowanego przez FERC oraz
- przedstawił ramowy harmonogram „elastycznego” procesu samodzielnego wprowadzenia taryfy w życie przez przedsiębiorstwo.

Myślę, że w tym miejscu warto zacytować prawo Wienera, zgodnie z którym „wszystko jest możliwe do zrobienia dla osoby, która nie musi tego robić”.

Jako osoba z wieloletnią już praktyką w prowadzeniu postępowań taryfowych, poczuwam się do obowiązku, aby wykazać, że przedstawiona przez Pana Profesora koncepcja nie wytrzymuje krytyki, kiedy tylko próbuje się ją prześledzić w szczegółach. A wynika to z błędów we wszystkich przyjętych powyżej założeniach.

Po pierwsze:

Daleki jestem od oceny skuteczności działania organów podatkowych, zwłaszcza, gdy się posłużyć relacją wielkości środków kontrolowanych przez ten system do liczby zatrudnionych w nim pracowników i wielkości te porównać z analogicznymi „parametrami” procesu regulacji. Ale nie można nie zwrócić uwagi, że odpowiedzialność podatnika za błąd w zeznaniu regulowana jest personalnie przepisami ustawy karno-skarbowej, o czym każdorazowo Wysoki Urząd przypomina nam w odpowiedniej rubryce zeznania podatkowego. Czy Pan Profesor, pisząc o możliwości nakładania kar przez Prezesa URE miał na myśli analogiczne sankcje wobec personelu przedsiębiorstw opracowującego taryfy? Chyba nie. Zresztą, pozostająca w dyspozycji Prezesa URE kara administracyjna, jaką przewiduje ustawa Prawo energetyczne, zasługuje na odrębna refleksję. O ile kara nakładana przez Prezesa UOKiK na przedsiębiorstwo działające na rynku konkurencyjnym może (i w określonych przypadkach powinna) wyeliminować z rynku nierzetelnego uczestnika, o tyle trudno sobie taki scenariusz wyobrazić w odniesieniu do przedsiębiorstwa świadczącego usługi sieciowe – bez uszczerbku dla obsługiwanych przez niego odbiorców. Stąd zapewne wynika bardzo wyważony wymiar kar ferowanych przez Prezesa URE. Ale za tym kryje się potrzeba zachowania ostrożności odnośnie oceny skuteczności tego narzędzia do dyscyplinowania przedsiębiorstw w trybie kontroli taryf ex post.

Po drugie:

Gotowość przedsiębiorstw do „elastycznego obniżania taryf” udowodniły nam wielokrotnie przedsiębiorstwa wytwórcze, torpedując w zarodku jakiekolwiek próby zracjonalizowania (w wymiarze ekonomicznym) programu KDT, pewne przedsiębiorstwo hurtowego handlu gazem, uparcie przedkładające wnioski o podwyżkę przeszło dwukrotnie przekraczającą poziom uzasadniony, a w ostatnim czasie pewne przedsiębiorstwo dystrybucyjne (sieciowe), które wolało wybrać spór przed sądem od dobrowolnej akceptacji obniżenia taryfy. Idę o zakład, że opór przed obniżaniem cen i stawek opłat wynika z zupełnie innych powodów niż aktualnie obowiązujący system stanowienia taryf. Jest to obawa zarządów przedsiębiorstw, rozliczanych z wyniku tak jak każde inne przedsiębiorstwo działające na podstawie ksh, przed negatywną oceną ze strony właściciela, obawa przed zarzutem działania na szkodę spółki, a z drugiej strony zagrożenie oskarżeniem przez Urząd Skarbowy o zaniżanie podstawy opodatkowania. Strach ten jest tak wielki, że potrafi prowadzić do ignorowania obiektywnego zjawiska, jakim jest elastyczność popytu i wynikającego z niej zagrożenia załamaniem sprzedaży.

Tak więc skądinąd słuszna idea „uelastycznienia” rynkowych zachowań przedsiębiorstw wymaga zmian zupełnie innych klocków tej układanki – przede wszystkim uznania, że przedsiębiorstwa regulowane podlegać winny rygorom kształtowanym inaczej niż wszystkie pozostałe spółki prawa handlowego, wyeliminowanie z praktyki gospodarczej immanentnej sprzeczności pomiędzy umocowanymi w Prawie energetycznym wymaganiami Regulatora a wymogami wynikającymi z ksh. Dodatkowym potwierdzeniem tezy, że to nie aktualny system taryfowy zniechęca przedsiębiorstwa do „zachowań elastycznych”, jest skala upustów udzielanych odbiorcom przez przedsiębiorstwa energetyczne. Sam fakt świadczy o potencjalnej możliwości „elastycznego” podejścia do rozliczeń z odbiorcami także w ramach obecnie obowiązujących zasad, zgodnie z formułą, że taryfa określa ceny maksymalne. Natomiast łączna kwota upustów, stanowiąca (przykładowo) w skali roku 2004 zaledwie 0,0059% przychodów sektora elektroenergetycznego, ilustruje faktyczną determinację przedsiębiorstw do elastyczności w tym zakresie.

Po trzecie:

Rekompensowanie w kolejnej taryfie strat spowodowanych taryfą poprzednią napotyka istotne ograniczenia w odniesieniu do odbiorców „podmiotowo niestabilnych”, w szczególności tych, którzy upadli np. z powodu zawyżonych kosztów energii oraz do odbiorców o zmieniającym się w czasie poborze energii. O ile globalny rachunek kwot do zwrotu jest stosunkowo prosty, o tyle właściwe ich rozdzielenie na poszczególnych odbiorców poprzez taryfę już nie. Pewnie prędzej w postaci indywidualnych odszkodowań. Ale wówczas łatwo sobie wyobrazić radosną twórczość w namnażaniu podmiotów uprawnionych do odszkodowania. A już zupełnie proponowana zasada nie działa w odniesieniu do opłat za przyłączenie.

Co do jednego zgadzam się z Panem Profesorem bez zastrzeżeń: system taryfowy, jakikolwiek by nie był, będzie ułomny, jeżeli nie zostanie oparty na dostosowanej do jego potrzeb ewidencji kosztów. Bez uporządkowania tej sfery nie może być mowy o rzetelnej ocenie skali (a nawet kierunków) subsydiowania skrośnego. Niestety, dotychczasowe apele w tej sprawie, kierowane do ministerstw gospodarki i finansów były przysłowiowym głosem wołającego na puszczy. A trzeba mieć świadomość, że wdrożenie takiego systemu wymaga kilku lat, co więcej, wymagałoby generalnej zmiany oprzyrządowania księgowego stosowanego w przedsiębiorstwach, kosztem wielu milionów złotych właśnie żywiołowo zmodernizowanego. Zatem obecnie opór materii będzie jeszcze większy, chyba że koszty kolejnego dostosowania zostaną w całości przeniesione na odbiorców.

I wreszcie ostatnia kwestia: proponowany harmonogram. Dla ułatwienia percepcji przedstawiam go na osi czasu:
1. aby taryfa „podwyżkowa” mogła wejść w życie pierwszego stycznia następnego roku (0) wniosek musi być złożony najpóźniej 31 lipca (1),
2. URE ma czas do końca września (2) na podjęcie decyzji o zasadności badania wniosku,
3. badanie może trwać do końca marca (3).

Tym samym, w przypadku zakończenia badania wniosku z wynikiem pozytywnym taryfa, zamiast 1 stycznia wejdzie w życie 1 kwietnia. Rodzi się natychmiast pytanie o roszczenia odszkodowawcze za trzymiesięczny okres utraconych (nie uzyskanych) przychodów. Z drugiej strony, aby mieć pewność, ze taryfa, zgodnie z intencją przedsiębiorstwa wejdzie w życie 1 stycznia, wniosek trzeba byłoby złożyć 30 kwietnia. A to oznacza, że „praca własna” nad taryfą będzie musiała przebiec bez znajomości zweryfikowanych danych za rok poprzedni i na podstawie bardzo przybliżonej prognozy ukształtowania się wielkości sprzedaży /dostawy na rok następny. Ocenę faktycznej elastyczności takiego scenariusza pozostawiam czytelnikom.

Dla kontrastu: w aktualnie prowadzonych postępowaniach wykorzystujemy dane zweryfikowane roku poprzedniego i prognozy sprzedaży na rok następny z września – października roku bieżącego, co wydaje się stanowić najdokładniejsze osiągalne przybliżenie rzeczywistości.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na pominięcie w koncepcji Pana Profesora zjawiska kosztów przenoszonych, czyli wpływu taryf jednych przedsiębiorstw na wysokość kosztów koniecznych do uwzględnienia w taryfach innych przedsiębiorstw. W przypadku „rozsynchronizowania” okresów obowiązywania poszczególnych taryf konieczne stałoby się uwzględnianie w ich kalkulacji określonego ryzyka potencjalnych zmian taryf „nadrzędnych”, antycypowanych z odpowiednio dużym wyprzedzeniem. A to oznacza nie co innego, tylko kolejny tytuł do podwyższania taryf dla odbiorców.

Reasumując, propozycja „elastycznego” systemu kontrolowania taryf ex post może być bardzo atrakcyjna dla przedsiębiorstw, ale budzi poważne wątpliwości, graniczące z pewnością, że system ten w praktyce pozbawiłby odbiorców ostatniej szansy obrony ich interesów.

Chyba, że Pan Profesor, proponując opisaną powyżej rewolucję proceduralną, zakłada jednocześnie całkowicie odmienny od aktualnie obowiązującego system kształtowania opłat sieciowych, tyle, że tego „asa” jeszcze nie pokazał.

A A+ A++
Drukuj PDF Powiadom
Data publikacji : 07.03.2006