Up
 
 

O rynku konkurencyjnym w ciepłownictwie

Artykuł prof. Marka Okólskiego, doradcy Prezesa URE nt. konkurencyjności w ciepłownictwie (polemika z opinią prof. Jana Popczyka zamieszczoną w magazynie "Elektroenergetyka Cieplna i Zawodowa" nr 6/2005)

Wraz z rozwojem rozwiązań instytucjonalno-prawnych, organizacyjnych i własnościowych podważających wcześniejszy porządek w energetyce, charakteryzujący się w pełni zcentralizowanym zarządzaniem i jednolitą własnością państwową, pojawia się pytanie o to, kiedy można będzie uznać, że nie obowiązuje już zasada „naturalnego monopolu” i że – podobnie jak inne dziedziny gospodarki – energetyka jest dziedziną rynkową, w obrębie której nie tylko dysponent energii i sieci, ale również odbiorca końcowy energii ma suwerenne prawo do wyrażania i realizowania swoich interesów ekonomicznych. Jak już wiemy, po kilkunastoletnim okresie doświadczeń, nie jest to sprawa prosta. Bo jednak energetyka różni się wyraźnie od innych sektorów gospodarki.

W nowych warunkach ustrojowych producenci energii elektrycznej mogą, nie tylko ze względu na strukturę organizacyjną sektora ale także z powodów technicznych, sprzedawać energię różnym spółkom dystrybucyjnym, a te ostatnie mogą „robić interesy” z różnymi elektrowniami. To stwarza szanse na konkurowanie między potencjalnymi partnerami ekonomicznymi, na wzrost efektywności gospodarowania, na ograniczanie kosztów i ceny; z potencjalną korzyścią dla wszystkich grup podmiotów ekonomicznych.

Ta możliwość została w bardzo krótkim czasie skutecznie wykorzystana przez aktorów gry rynkowej, toczącej się na obszarze transferu energii elektrycznej od wytwórcy do sprzedawcy. W rezultacie, Prezes URE – upoważniony prawem do działań na rzecz konkurencyjności i urynkowienia sektora energetycznego – uznał rynek energii elektrycznej za konkurencyjny i m.in. zwolnił przedsiębiorstwa wytwórcze z ustawowego obowiązku przedkładania do zatwierdzenia taryf/opłat, a zatem „uwolnił” ceny energii elektrycznej.

Jak wiadomo, to nie koniec procesu demonopolizacji i urynkowienia podsektora energii elektrycznej. Od 1 lipca 2007 r. wszyscy odbiorcy będą mieli prawo swobodnego wyboru sprzedawcy. Przyznanie odbiorcom tego prawa jest postrzegane jako najważniejszy wyznacznik liberalizacji rynku. Jednak rzeczywistą miarą rynku jest faktyczne wykorzystanie tego prawa, ale nie wszystkie zidentyfikowane bariery mogą być usunięte poprzez działania Prezesa URE.

W odróżnieniu od rynku energii elektrycznej, Prezes URE nie zdecydował się na uznanie rynku ciepła za konkurencyjny, a nawet – jak można sądzić – jest daleki od takiego rozstrzygnięcia. Dlaczego?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, sformułujmy je najpierw à rebours: a może występuje już dostateczna konkurencja w obrocie ciepłem? To ostatnie sformułowanie nie jest dezynwolturą; tak naprawdę sądzą niektórzy wybitni specjaliści.

Mimo autorytetu jakim się cieszą, wydaje się, że nie mają racji. Po pierwsze dlatego, że – z uwagi na właściwości fizyczne – ciepło nie może być przesyłane na tak duże odległości jak energia elektryczna, a zatem jego dostawy mają zasięg znacznie bardziej lokalny, a nawet par excellence lokalny. Po drugie, koszt wejścia na rynek lokalny przez przedsiębiorstwo ciepłownicze, z perspektywą funkcjonowania wyłącznie na tym rynku, jest niewspółmiernie duży w stosunku do kosztu wejścia na rynek, który nie jest ograniczony terytorialnie. Tymczasem, firmy ciepłownicze, w odróżnieniu od firm elektroenergetycznych, mają niemal wyłącznie zasięg lokalny. Po trzecie, uwarunkowania techniczne i ekonomiczne, a więc ograniczony zasięg i parametry istniejących sieci ciepłowniczych oraz wysokie koszty ich rozbudowy, ograniczają swobodę wyboru/zmiany dostawcy, jak również swobodny dostęp do odbiorcy. Odbiorcy, którzy raz zdecydują się na zaopatrywanie w ciepło generowane za pomocą określonej technologii i dostarczane za pośrednictwem określonego nośnika, stają się w zasadzie „niewolnikami” tego wyboru. Wreszcie, po czwarte, występuje mnogość „lokalnych rynków ciepłowniczych”, na których – z uwagi na niewielki popyt – funkcjonuje pojedynczy niewielki, izolowany dostawca ciepła, spełniający zarazem funkcję producenta, operatora sieci i sprzedawcy. Z uwagi na opłacalność ekonomiczną, nie ma na nich miejsca dla drugiego podmiotu lub nawet na wyodrębnienie organizacyjne funkcji spełnianych przez jedyny podmiot.

Te argumenty mogą nie wszystkich przekonać. Zapytajmy zatem, czy jest możliwe, by – niezależnie od wymienionych wyżej okoliczności – przedsiębiorstwa ciepłownicze nie zachowywały się jak monopoliści? Innymi mówiąc słowy, czy w obecnym stanie struktury własnościowej i organizacyjnej podsektora, można oczekiwać od przedsiębiorstw powściągliwości w określaniu cen zbytu oraz działań wewnątrz firmy zwiększających jej efektywność, w tym obniżających koszty działalności gospodarczej? Aby odnieść się do tych pytań, użyjemy świadectwa empirycznego, bardziej niekiedy przekonującego niż wywód logiczny.

Posłużymy się tu m.in. doświadczeniami oddziałów terenowych URE, które zostały powołane na mocy ustawy – Prawo energetyczne, a Prezes URE delegował do nich m.in. regulowanie zachowań przedsiębiorstw ciepłowniczych. Mnogość lokalnych rynków ciepła oraz ich rozproszenie terytorialne powodowało, że skuteczność działań regulacyjnych ze szczebla centralnego była daleka od możliwej do osiągnięcia. Funkcje regulacyjne oddziałów wymagają wysokich i wyspecjalizowanych kompetencji, których gwarantem jest w dużym stopniu, z jednej strony, miejsce Prezesa URE na rynku ciepła, a z drugiej strony, miejsce oddziałów w strukturze URE[1].

Jedną z podstawowych ról oddziałów terenowych jest „targowanie się” z przedsiębiorstwami ciepłowniczymi o wysokość taryf, w taki sposób, aby został uwzględniony interes ekonomiczny zarówno dostawców jak i odbiorców. Dbałość o odbiorcę jest rodzajem „ochrony słabszego”, słabszego nie tylko ze względu na monopolistyczną pozycję dostawcy, ale również na częsty na rynku ciepła brak wpływu ostatecznego konsumenta na sposób zaopatrzenia w ciepło. Można tu wskazać na przykład gospodarstw domowych w budynkach wielomieszkaniowych, które są pod tym względem całkowicie zależne od decyzji wspólnoty mieszkańców, zarządu spółdzielni czy władz gminy.

Otóż na podstawie dotychczasowych doświadczeń związanych z tym procesem można wyrazić pogląd, że występuje tendencja do uzyskiwania nienależnych korzyści przez dostawców kosztem odbiorców. Według danych URE, w latach 2001-2004 odbiorcy zapłacili za ciepło o 1 miliard 129 milionów złotych mniej niż chcieli tego dostawcy. Blisko połowa tej kwoty przypadła na dwa z dziewięciu oddziałów: katowicki i warszawski. Innymi słowy, w tym okresie, w skali ogólnopolskiej cena ciepła, zatwierdzona przez Regulatora, była o około 3,5% niższa od pierwotnie proponowanej przez przedsiębiorstwa zajmujące się zaopatrzeniem w ciepło. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że gdyby na przedsiębiorstwach ciepłowniczych nie ciążył obowiązek przedłożenia taryf do zatwierdzenia, to „nieuzasadnione” (nie uznane przez Regulatora) koszty, jakimi dostawcy próbowali obciążyć odbiorców ciepła zapewne znacznie przekraczałyby wspomniany 1 miliard 129 milionów złotych.

Wydaje się bowiem, iż mocna pozycja, z jakiej – dzięki swej względnej niezależności w ramach rządu – korzysta Prezes URE spowodowała ukształtowanie się wyraźnych (i zgodnych z intencją ustawodawcy!) zasad negocjacyjnych między oddziałami terenowymi a firmami ciepłowniczymi w trakcie zatwierdzania taryf. Najważniejszą z nich jest zasada wzajemnego respektu. Coraz rzadziej zdarzają się przypadki przedkładania przez przedsiębiorstwo taryfy „dzikiej”, mającej małe uzasadnienie w realnych kosztach i działaniach zmierzających do ich redukcji. Coraz częściej natomiast obserwuje się samoograniczanie oczekiwań przedsiębiorstw ciepłowniczych w sferze przychodów ze sprzedaży. Dla przykładu, w 2001 r. oddziały terenowe wynegocjowały obniżkę wpływu z opłat za ciepło rzędu 422 mln zł., w 2002 r. – 294 mln zł, w 2003 r. – 251 mln zł, a w 2004 r. – 162 mln zł. Trzeba też dodać, że chociaż ten trend jest obserwowany w niemal wszystkich oddziałach terenowych, to zarazem każdy z oddziałów styka się z występującymi rok rocznie próbami drastycznego zawyżania taryf. A zatem, mimo ogólnie słabnącego dążenia do nadużywania pozycji monopolistycznej przez dostawców ciepła, również w przyszłości będzie celowe wnikliwe analizowanie wniosków taryfowych.

Patrząc na te liczby z perspektywy tematu tego artykułu, na pytanie, czy przedsiębiorstwa ciepłownicze nie zachowują się jak monopoliści i czy rynek ciepła jest w wystarczającym stopniu konkurencyjny, trzeba odpowiedzieć negatywnie.

Są też pośrednie, niezmiernie pozytywne skutki regulacji w energetyce cieplnej. Należą do nich: ogólna dbałość o ład na rynkach lokalnych, sprawne rozstrzyganie sporów między różnymi grupami podmiotów, stymulowanie strategii rozwojowych, przyczynianie się do respektowania standardów jakościowych paliw i energii, itp. Najważniejszym z tych efektów wydaje się poprawa efektywności gospodarowania.

Potwierdzają to wyniki badania koncesjonowanych przedsiębiorstw ciepłowniczych, jakie za pomocą jednolitej metody URE realizuje od 2002 r. Najnowsze zostały obszernie zaprezentowane w nr 5/2005 „Biuletynu Urzędu Regulacji Energetyki”.

W ciepłownictwie zawodowym (w 2004 r. – 83% ilości ciepła sprzedanego w skali kraju), w latach 2002-2004 występowała stabilizacja obrotów (nieznaczny, o 1,1% spadek przychodów ze sprzedaży w okresie dwóch lat), przy poważnym spadku zatrudnienia (o 15,0%) i wydatnym wzroście nakładów inwestycyjnych (o 19,2%). W takiej sytuacji większość podstawowych wskaźników efektywnościowych wykazała wyraźną poprawę. I tak, sprawność wytwarzania wzrosła (o 11,6%), a zmniejszyła się intensywność emisji gazów i pyłów, w największym stopniu – dwutlenku siarki (o 39,5%). Podczas gdy produktywność majątku trwałego nie uległa zmianie, wydajność pracy zwiększyła się w dużym stopniu (o 16,4%). Poprawił się znacznie (o 15,5%) wskaźnik reprodukcji majątku trwałego, w 2004 r. sięgając niemal poziomu 1, oznaczającego z grubsza brak dekapitalizacji (a w grupie przedsiębiorstw o najwyższym stopniu zaangażowania w działalność ciepłowniczą – przekraczając go nawet). Relatywnie coraz więcej nakładów inwestycyjnych było finansowanych własnymi środkami. Zmniejszyło się jednocześnie całkowite zadłużenie tej grupy przedsiębiorstw.

Koszt jednostkowy wzrósł nieznacznie – o 70 groszy na 1 GJ, tj. o 2,3%, a cena (jednoskładnikowa) – o 91 groszy za 1 GJ, tj. o 3,1%. Były to zmiany nie odbiegające istotnie od wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych, a więc nie odbijające się niekorzystnie na sytuacji odbiorców końcowych. Zarazem jednak poprawił się wyraźnie wynik finansowy przedsiębiorstw ciepłowniczych, a wskaźnik rentowności zwiększył się z około 0,3% do około 1,8%. Ogólnie tendencja w tym dwuletnim okresie była korzystna, stwarzająca przesłanki dla jeszcze bardziej efektywnego funkcjonowania przedsiębiorstw ciepłowniczych w dalszych latach.

Regulacja nie tylko nie zdławiła tendencji efektywnościowych w ciepłownictwie, ale wręcz przeciwnie, stojąc na straży wspomnianego już ładu czy ram działania podsektora i zapewniając stabilne reguły w relacjach między podmiotami na lokalnym rynku ciepła, stwarza coraz lepsze warunki dla jej dalszego rozwoju.



[1] O ważnych, lecz mało znanych niuansach działalności regulacyjnej oddziałów traktuje artykuł Mirosławy Szatybełko-Połom w „Biuletynie Urzędu Regulacji Energetyki” nr 6/2005.
A A+ A++
Drukuj PDF Powiadom
Data publikacji : 27.01.2006