Up
 
 

Czy europejskie reguły rzeczywiście nie sprawdzają się w Polsce?

Polemika dr. inż. Tomasza Kowalaka, Dyrektora Departamentu Taryf w Urzędzie Regulacji Energetyki z wybranymi opiniami Piotra Kołodzieja, Prezesa Górnośląskiego Zakładu Elektroenergetycznego, zamieszczonymi w "Świecie Energii" nr 1/2006

W jednym z czasopism związanych z energetyką (tytułu nie wymienię, by nie czynić mu niezasłużonej reklamy) zamieszczono obszerną wypowiedź Prezesa GZE S.A., Pana Piotra Kołodzieja – do tego stopnia zdumiewającą, że – przez szacunek dla Czytelników – zmusza mnie do zabrania głosu.

Po pierwsze, na pytanie Redakcji o perspektywy rozwoju TPA w kontekście zmiany od

1 stycznia br. Instrukcji Ruchu i Eksploatacji Sieci Przesyłowej Pan Prezes zechciał odpowiedzieć w sposób następujący:

Problemem są tu taryfy zatwierdzane przez URE. Dopóki nie zostanie  „uporządkowany” mechanizm pozwalający  na stosowanie w taryfach subsydiowania  skrośnego, nie będzie postępu w zakresie  wzrostu popularności  wykorzystywania  zasady TPA…

Fraza „taryfy zatwierdzane przez URE” sugeruje, że rola przedsiębiorstw energetycznych w procesie kształtowania taryf jest całkowicie bierna – inaczej mówiąc, że „dostają” one gotowe taryfy od Prezesa URE (jak kiedyś cenniki od Ministra Finansów), zatem jakiekolwiek ich wady są bezpośrednio zawinione przez ten organ. Czyżby Pan Prezes nie znał wymagań, jakie przepisy prawa nakładają na same przedsiębiorstwa oraz że to im samym nie wolno kalkulować taryf z naruszeniem wymogu eliminowania subsydiowania skrośnego? Skoro jednak tak się dzieje, to może należałoby samemu głowę posypać albo – jako jedyny sprawiedliwy – rzucić pierwszy kamień, ale w kierunku kolegów? Prezes URE nie jest bowiem bierny wobec zagrożenia jakim jest subsydiowanie. Potwierdzeniem tego jest mechanizm przeciwdziałający sztucznemu zaniżaniu cen energii w wybranych grupach, wprowadzony do procedury zatwierdzania taryf na 2006 rok. Więc, wracając do TPA może warto było by skupić się przede wszystkim na problemach z opomiarowaniem i bilansowaniem – pozostających w bezpośredniej kompetencji spółek, a nie spychać tych zagadnień na drugi plan?

2. W odpowiedzi na pytanie o potrzebne zmiany w sposobie regulowania polskiego rynku energii elektrycznej usłyszeliśmy radę:

Regulator powinien zajmować się faktycznymi kosztami działalności ponoszonymi przez taką firmę. URE odnosi się do nieznanego bliżej zakładom  energetycznym, modelu teoretycznego. Spółka dystrybucyjna, nie znając tego modelu, nie jest w stanie wykazać się lepszą efektywnością niż inne i nie jest w stanie  zrozumieć, w jakim kierunku biznesowym należy pójść. Reguły powinny być przejrzyste dla wszystkich. W sześciu dotychczasowych taryfach następowały zmiany jakościowe. To nie jest dobra praktyka z punktu widzenia  spółki dystrybucyjnej, która musi mieć długofalową politykę majątkową i inwestycyjną…

Przykro stwierdzić, ale od nieprawd i dezinformacji w tej krótkiej wypowiedzi aż się roi.

a) Regulator nie powinien zajmować się wyłącznie faktycznymi kosztami działalności, do czego zdaje się namawiać Pan Prezes. W takim przypadku mielibyśmy bowiem do czynienia z regulacją kosztową, od której świat odszedł, jako nieefektywnej. Próbuje więc Pan Prezes „odwrócić bieg historii’ nostalgicznie wspominając czasy, gdy przedsiębiorstwa regulowane wodziły regulatorów za nos, wykorzystując przewagę wynikającą z asymetrii informacyjnej.

b) Założenia modelu ekonometrycznego, na podstawie którego oceniana jest efektywność operacyjna spółek dystrybucyjnych były wielokrotnie prezentowane. Zbiór zmiennych fizycznych opisujących spółki powstał w ścisłej współpracy z zainteresowanymi, a więc określanie go mianem „nieznanego bliżej zakładom energetycznym” jest dezinformacją. Być może nie jest on znany Panu Prezesowi osobiście, ale już Pański personel tego powiedzieć nie może. Wypowiedź tę odbieram jako próbę dezawuowania za wszelką cenę narzędzia, które prowadzi do ograniczania w istocie nienależnych korzyści, a przeciwko któremu w bezpośredniej konfrontacji (w ramach postępowania taryfowego) nie ma racjonalnych argumentów. Pozostaje więc argument siły – w tym przypadku medialnej.

c) Efektywnością lepszą niż inne może wykazać się każda spółka, niezależnie od stopnia znajomości modelu – pod warunkiem odpowiedniej determinacji w działaniu. Jeżeli natomiast nieznajomość szczegółów funkcjonowania modelu nie pozwala wykorzystać jego ewentualnych luk do wykazywania pozornej efektywności to - zgodnie z wymogiem równoważenia interesów przedsiębiorstw i odbiorców - niech tak zostanie. 

d) Reguły powinny być przejrzyste dla wszystkich – i takie są, choć z wypowiedzi Pana Prezesa można odnieść zupełnie inne wrażenie.

e) Zmiany jakościowe, jakie zachodzą w kolejnych taryfach wynikają z dwóch przyczyn: zmian w legislacji i pozyskiwania przez Regulatora coraz większej wiedzy o zabiegach i sztuczkach kalkulacyjnych stosowanych przez przedsiębiorstwa.

f) Spółki muszą mieć długofalową politykę – w tym się wyjątkowo zgadzamy – ale zastrzeżenia odnośnie niestabilności zasad należy kierować do gospodarza procesu legislacyjnego, jakim jest Minister Gospodarki. Kolejnym przejawem dezinformowania czytelników jest bowiem ogniskowanie uwagi na osobie Regulatora, w wyniku takich m.in. zabiegów niesłusznie postrzeganego przez ogół odbiorców jako suweren na rynku energii.

3. Kolejny passus wymagający komentarza: „Mimo, że znamy prawo energetyczne i rozporządzenia, to nie wiemy czego się spodziewać w kolejnych  procesach taryfowych. URE przekazał pierwsze sygnały na temat przyszłorocznych taryf dopiero pod koniec października 2005 r.….

I tym razem Pan Prezes po raz kolejny rozminął się z faktami. Założenia do taryf na 2006 r. ukazały się na stronie internetowej URE 23 września 2005 r., ich uzupełnienie 30 września. Do „końca października” był więc jeszcze miesiąc. Na 17 października wyznaczony został termin złożenia wniosków, a 28 października spotkaliśmy się ze wszystkimi spółkami w celu podsumowania spostrzeżeń z lektury pierwszych wniosków i przekazania pierwszych wezwań o usunięcie braków i błędów. Wygląda więc na to, że Pan Prezes utożsamił I wezwania z „pierwszym sygnałem na temat  przyszłorocznych taryf”.

W tym miejscu warto wspomnieć, że faktyczne opóźnienie publikacji założeń względem harmonogramu pierwotnie zaplanowanego było spowodowane przez konieczność zweryfikowania i zracjonalizowania prognoz sprzedaży i dostawy energii zakładanych przez spółki dystrybucyjne, niezbędnych do skalkulowania taryfy PSE Operator. Inaczej mówiąc, gdyby spółki dystrybucyjne nie usiłowały sztucznie zaniżyć  wielkości kalkulacyjnych, czego wykrycie spowodowało konieczność ponownego przeliczenia już ustalonej taryfy PSE Operator, założenia do taryf na 2006 rok ukazałyby się nie z końcem września, ale jeszcze o kilka tygodni wcześniej. 

4. Ostatnia kwestia nie dotyczy wprost Regulatora, ale zastosowano w niej nieuprawnione uogólnienie. Otóż, zdaniem Pana Prezesa wygaśnięcie KDT Elektrowni Bełchatów „na normalnym rynku powinno spowodować obniżkę cen energii”. Pan Prezes nie sądzi żeby tak się stało, gdyż „reguły obowiązujące w Europie  nie sprawdzają się w naszym kraju”. Ostatnie zdanie posłużyło Redakcji jako motto całej wypowiedzi.

Doprawdy trudno dociec, na jakim rozumowaniu oparty został taki wniosek. Jest faktem publicznie znanym, że kontrakt bełchatowski, w odróżnieniu od pozostałych, był kontraktem „ujemnym” i obligował elektrownię do sprzedaży energii po cenie niższej niż średnia na rynku, po to właśnie, by tę średnią obniżać przez okres skumulowania obciążeń finansowych z „normalnych” KDT. Prosta arytmetyka wskazuje więc, że po jego wygaśnięciu średnia cena pójdzie w górę. W przeciwnym razie zresztą Elektrownia zabiegałaby o jego przedłużenie. A arytmetyka obowiązuje jednakowa zarówno „w Polsce i w Europie” (tak jakby Polska nie była jej częścią).

I już na zakończenie, trudno oprzeć się pokusie przeciwstawienia wypowiedzi Pana Prezesa i publikacji jednego z Dyrektorów w tej samej firmie, nie tak dawno zamieszczonej w portalu CIRE. Otóż, spomiędzy wypowiedzi Pana Prezesa wyziera irytacja, że Prezes URE utrudnia Przedsiębiorstwu osiąganie takich wyników ekonomicznych, jakich być może oczekiwałby właściciel. Z drugiej jednak strony, taryfę zatwierdzoną na 2006 rok przedstawia się (jako najtańszą w Polsce) – jako sukces polityki Przedsiębiorstwa, zorientowanej na dbałość o poziom zadowolenia klienta. Co do zasady – tylko przyklasnąć takiej konstatacji.

Pozostaje jedynie pytanie, czemu wobec tego ma służyć krytyka pod adresem Regulatora, który swoją determinacją w istotny sposób przyczynił się do rynkowego sukcesu firmy? Wszak nikt już chyba nie pamięta o jaki wzrost przychodu wystąpiło Przedsiębiorstwo w pierwszym wniosku i jakie przełożenie na ceny i stawki opłat miałby ten wzrost, gdyby tylko został zaakceptowany.

A A+ A++
Drukuj PDF Powiadom
Data publikacji : 27.01.2006