Up
 
 

List otwarty Leszka Juchniewicza Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki do Krzysztofa Golachowskiego redaktora naczelnego „Świata Energii”

Czerwiec 2005

Panie Redaktorze,

Nękały mnie wątpliwości - zareagować, czy też nie. Czasami zignorowanie wydaje się być bardziej wymowne, aniżeli polemika. Pomyślałem jednak, że może warto jeszcze raz podjąć karkołomną próbę wyjaśnienia kilku kwestii, szczególnie gdy weźmie się pod uwagę, iż wypowiedzi i publikacje moje i moich współpracowników wypełniają niemal połowę objętości kwietniowego numeru „Świata Energii”. Muszę przyznać, iż jest to pewne dziennikarskie novum - niezbyt efektowne, a już na pewno niezbyt pracochłonne.

A tak przy okazji - z wykorzystywania wyjaśnień przeciwko informatorowi, udzielonych Panu telefonicznie w dobrej wierze, wnioskuję, że jest Pan prekursorem „nowej etyki dziennikarskiej”. Zadziwiające, że nie przeszkadza to Panu marzyć „żeby na ulicy Chłodnej zrobiło się cieplej”...

Ale przejdźmy do konkretów.

Po pierwsze, rozbawiło mnie Pańskie marzenie, aby Prezes URE zorganizował kilka wycieczek do Anglii i wysłał na nie „obstrukcjonistów z całej branży energetycznej”. Nie wiem wprawdzie o kogo w tym wypadku chodzi, ale chętnie Panu przypomnę, że polscy energetycy zaliczyli już po kilka takich wycieczek, m.in. do Stanów Zjednoczonych i Australii, aby zobaczyć jak powinien wyglądać konkurencyjny rynek energii w Polsce. I co? Jak nie było rynku konkurencyjnego, tak nie ma. Być może potrzeba jeszcze wielu lat na to, by mogła dojrzeć rynkowa gospodarka w Polsce i abyśmy nauczyli się jak wymóc na energetykach ograniczenie apetytów przed obciążaniem nas wszystkich skutkami ich niegospodarności, nieefektywności, czy wręcz działań na niekorzyść osób trzecich, czyli nas odbiorców - czego przykładów przecież nie brakuje. Zachęcam Pana przy tej okazji do zapoznania się z "Biblioteką Regulatora", a zwłaszcza do lektury książki z 2001 roku „Jaki model rynku energii?”, w której szeroko pisałem już o tym problemie.

Inna kwestia, związana z powyższym, to podróże służbowe pracowników URE. Prawo zamówień publicznych - jak widać Panu zupełnie nie znane - obliguje do przeprowadzenia procedury przetargowej w przypadku, kiedy wartość zamówienia przekracza równowartość 6 tys. EURO. Polecam zatem Pańskiej uwadze art. 41 pkt. 4 ustawy - Prawo zamówień publicznych. A tak przy okazji, to gdzie Pańska rzetelność dziennikarska, Panie Redaktorze? Czyżby nie odnotował Pan faktu, że w ostatnim czasie pracownicy URE tłuką się do Brukseli pociągiem (15 godzin w jedną stronę, trzygodzinne posiedzenie i z powrotem do kraju)? Wygląda mi to na dziennikarską manipulację.

Dosyć groteskowo w kontekście uwolnienia rynku, wygląda umieszczenie na tej samej stronie Prezesa STOEN-u, i to w ramce „Hit”. O zarządzanej przezeń spółce szepce się na lokalnym rynku, iż permanentnie i z premedytacją blokuje zmianę sprzedawcy energii. Do URE właśnie wpłynął kolejny wniosek o rozstrzygnięcie sporu. Może powinien Pan „przeprowadzić jakieś badania” na tę okoliczność? A może wystarczyłaby krótka rozmowa z Prezydentem Warszawy Lechem Kaczyńskim, z której dowiedziałby się Pan, iż na jego wniosek, przeciwko STOEN-owi wszczęte zostało przez Prezesa URE postępowanie administracyjne o nałożenie kary za niedotrzymanie warunków koncesji, a zwłaszcza starannej obsługi odbiorców.

Chciałbym także uświadomić Panu fakt, iż Szwedzi i Brytyjczycy nie tylko mogą wybierać dostawców energii, ale wręcz muszą, ponieważ przedsiębiorstwa sieciowe - dystrybucyjne - nie prowadzą tam obrotu energią z definicji. Tak więc, porównywanie Polski z tymi krajami jest, z Pańskiej strony, demagogią.

Kolejna kwestia, to napisany przez Pana elaborat na temat publikacji zamieszczonej na stronie internetowej URE dotyczącej zasady TPA w 2004 roku. Jak zapewne Pan zauważył (a może nie?) w informacji pod tabelą oraz usłyszał w wyjaśnieniach od pracowników Departamentu Promowania Konkurencji URE, zachowany został zdroworozsądkowy dystans do podanych liczb poprzez wskazanie, że ich źródłem były informacje przekazane przez ankietowanych. Można się spierać, co jest dobrą miarą rozwoju TPA. Sądzę, że ilościowo jest to udział energii sprzedanej w obrocie pozataryfowym. Taką też wykładnię przyjmuje obecnie Komisja Europejska. Liczba zawartych umów również stanowi jakiś wyznacznik, ponieważ w każdym przypadku trzeba odrębnie określić warunki umowy przesyłowej. Jeden odbiorca (w Pana rozumieniu - firma) może mieć zawarte umowy z kilkoma sprzedawcami. Pan zadał sobie trud ustalenia jedynie słusznych danych. Nie mam żadnych wątpliwości, iż autorowi publikacji chodziło o coś innego. Wskazał on bowiem praprzyczyny wadliwego funkcjonowania mechanizmów rynku odbiorców. Podkreśla, iż wbrew pozorom, nie są to bariery techniczne, lecz konflikt interesów trwale wpisany w działania przedsiębiorstw prowadzących jednocześnie działalność sieciową i obrót energią. Na to nakłada się dodatkowy konflikt interesów, polegający na tym, że są to przedsiębiorstwa państwowe (z wyjątkiem dwóch). Stwarza to chorą sytuację, w której właściciel promując rozwój konkurencji powinien dobrowolnie oddać (najlepszą) część swojego rynku konkurentom.

Rozumiem, że do meritum tego tekstu nie był Pan w stanie się odnieść, stąd też zapewne nadmierna egzaltacja liczbami, które dla samego rozwoju konkurencji nie mają większego znaczenia. Do błędów w tekście autor się oczywiście przyznaje. Jednocześnie sugeruję, aby zaniechał Pan epatowania czytelników bezproduktywnym pustosłowiem, które nie wnosi ze sobą żadnej merytorycznej wartości.

I kolejna kwestia. Zarówno Pan, jak i niektórzy Pana rozmówcy, bezustannie zarzucacie URE bierność oraz brak efektów w działaniach regulacyjnych i legislacyjnych. Z zarzutami takimi spotkałem się zresztą nie tylko teraz, ale także podczas lektury styczniowego "Świata Energii", w którym Urząd Regulacji Energetyki okazał się być dla niektórych panów jedynym organem odpowiedzialnym za realizację Strategii Lizbońskiej w Polsce! Po raz kolejny przypisano mi rolę, której nie pełnię. Pozwalam sobie w tym miejscu przypomnieć, iż zgodnie z Konstytucją RP każdy organ władzy publicznej działa na podstawie prawa i w granicach prawa. Jako kierownik urzędu centralnego, Prezes URE podlega nadzorowi ministra właściwego w sprawach gospodarki. Jest on zatem zobowiązany do przestrzegania zasad współpracy przy tworzeniu dokumentów prawnych. Jeśli odmawia się prawodawcy cech racjonalnego działania uznając, iż dana regulacja nie działa w imię interesu publicznego, to droga zmiany tego stanu rzeczy jest przecież oczywista. Dlaczego nikt nie zadaje sobie trudu, by zaproponować inny, lepszy przepis? Nie wystarczy sobie pogadać przy okazji kolejnej niezwykle "ważnej" konferencji, poświęconej niezwykle "ważnym" problemom, z udziałem "ekspertów" nie mających często żadnej praktycznej wiedzy o energetyce.

Bo jakże inaczej ocenić "rewelacje" upowszechniane przez jednego z profesorów-ekspertów postulującego między innymi równość cen i stawek opłat przedsiębiorstw energetycznych? Biorąc pod uwagę, że autorem taryfy jest przedsiębiorstwo, a nie ma w Polsce (i na całym świecie) przedsiębiorstw jednakowych co do wielkości i struktury poniesionych kosztów działalności, które - obok kosztów rozwoju i ochrony środowiska - są podstawą stanowienia cen i stawek opłat w energetyce, to jakim cudem uzyskać z tej różności identyczne ceny energii i opłaty za jej przesyłanie? Najwyraźniej, marzy się profesorowi metoda urawniłowki w warunkach rynkowych. Pytanie tylko, co ona ma wspólnego z konkurencyjnym rynkiem. Przy okazji nasuwa się jeszcze jedno ważne pytanie: skoro ceny mają być równe, to tempo ich wzrostu też ma być jednakowe, czy tak? A co w sytuacji, kiedy w zatwierdzonych ostatnio taryfach każda spółka miała inne tempo wzrostu cen - od 1,4% do 4,8%? Które zatem wybrać? Niższe? Wyższe? A może uśrednione? Ale czy to będzie sprawiedliwe? Chętnie zapoznam się z profesorskimi pomysłami.

Panie Redaktorze, aby dostrzec skuteczność działań Prezesa URE potrzeba choć trochę dobrej woli, a takowej Pan nie ma. Gdyby zechciał Pan zapoznać się z moim sprawozdaniem, być może wtedy Pańskie negatywne oceny uległyby pewnemu złagodzeniu? Zakładam, jednak iż może to być wysiłek ponad siły, więc przypomnę jedynie, ze była tam mowa o umacnianiu się pożądanych tendencji i zjawisk współkształtowanych bezpośrednio i pośrednio przez Prezesa URE i jego współpracowników. Od utrzymania stabilnych reguł postępowania i czytelności procedur koncesjonowania, poprzez coraz bardziej efektywne taryfowanie, a na monitorowaniu poszczególnych rynków paliw i energii oraz statystyce sektora ciepłowniczego skończywszy. Mogę jedynie żałować, iż nie jest Panu znana ocena wystawiona polskiej regulacji przez Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju. Informuję zatem, że spośród wszystkich krajów transformacji otrzymaliśmy ocenę najwyższą.1)

W tym kontekście warto chyba przypomnieć - szczególnie tym, którzy podejmują krytykę pod moim adresem opartą nie na wiedzy, ale na niekontrolowanych emocjach - że ostatnia nowelizacja Prawa energetycznego przyniosła wiele nowych zadań dla Prezesa URE. Wynikają one między innymi z umiędzynarodowienia jego działalności po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Nasilenie kontaktów z Komisją Europejską nakłada obowiązek szczegółowego raportowania kwestii związanych z inwestycjami, przetargami na moce, odmowami udzielenia koncesji itd. Prezes URE wypełnia jednak także funkcje związane z liberalizacją rynku i bezpieczeństwem dostaw energii. Zadania z tym związane dotyczą m.in. monitorowania tegoż rynku, czy publikowania cen rynkowych. Można by wymienić jeszcze szereg drobniejszych obowiązków związanych z komisjami kwalifikacyjnymi i taryfowaniem. Szkoda, że zapomina się również, iż obowiązki Prezesa URE uległy zwiększeniu w związku z wejściem w życie znowelizowanej ustawy o monitorowaniu rynku paliw i stosowaniu biokomponentów i biopaliw. Ma on bowiem dodatkowo kontrolować realizację wynikających z tej ustawy obowiązków producentów, importerów, wytwórców oraz sprzedających biokomponenty i paliwa z ich dodatkami. Krytyka przychodzi łatwo, gdy się nie zna faktów...

Na zakończenie pozostaje mi wyrazić nadzieję, iż Pańska dociekliwość względem kierowanego przeze mnie Urzędu podyktowana jest tylko i wyłącznie troską o właściwy kierunek ewolucji polskiego rynku energii. Proponuję jednakże zrezygnować z poszukiwania taniej sensacji na rzecz większej rzetelności dziennikarskiej i głębszego zrozumienia niełatwej, przyznaję, dziedziny gospodarki. Łatwo jest wskazywać grzeszników, szczególnie gdy nie bardzo wiadomo na czym ich grzech polega.




Leszek Juchniewicz



1) Łatwo sprawdzić w źródle: Transition Report 2004. Infrastructure, s. 56.
A A+ A++
Drukuj PDF Powiadom
Data publikacji : 10.06.2005